Rosnąca popularność mego felietonu zaczęła przynosić wkrótce dość niezwykłe owoce. Siedzę kiedyś zapracowany w swoim redakcyjnym boksie i otrzymuję wiadomość od portiera z hallu, że oczekuje mnie niejaki pan Śmietanka, mój dobry znajomy, który pragnie się ze mną zobaczyć. Jakkolwiek nie przypominałem sobie wśród znajomych pana o tym nazwisku, wyszedłem na jego spotkanie. Przy oknie stał czerstwy brunet w butach z cholewami, półkożuszku i ze skórzaną szoferską czapką w ręku. Poinformowawszy się, że jest to pan Śmietanka, podszedłem doń żywo. Pan Śmietanka wyciągnął do mnie ramiona i zawołał: - Gieniek, słoniu mokotowski, lebiego niewidymko, jak się masz, ile ważysz, daj pyska! I zanim się spostrzegłem, wycałował mnie z dubeltówki, po czym, odsunąwszy się o krok w tył, ogarnął mnie zdziwionym spojrzeniem i rzekł z pewnym wahaniem: - Aleś się, bracie, zmienił... no... no... .
Po rozległym podwórzu krzątali się górnicy, znosili drzewo na przyszłą podbudowę w kopalni, układali je w wysokie sągi, inni zaś na taczkach wozili węgiel do wagonów. Wszak na podwórzu pod mostami sterczą liczne hałdy węgla. Widocznie nadeszło zamówienie i teraz kopalnia stare zapasy ukopanego węgla ładuje do wagonów. Z jednego komina sączył się dym pod blade niebo.. ~asol, pogrążyłem się w mrocznej bezpamięci. Otwar';;zy oczy, ~owieujrzałem szklaną kopułę nad sobą; jacyś ludzie w bieli, iędzyzamaskowani, z rękami wzniesionymi kapłańsko, poro-czałyzumiewali się półszeptem.. Pomocą jogi można wyciszyć poruszenia umysłu. To jest prawdziwa. Był dzień targowy i wieśniacy przybyli tłumnie z okolicznych wiosek i siół z trzodą i drobiem, nabiałem i na wpół dzikim bydłem górskim. Na placu targowym bezustannie tłoczyły się gromady ludzi śmiejąc się, żartując, targując suche figi, tanie ciastka i ziarna słonecznika. Opalone, bose dzieciaki tarzały się po bruku, z gołymi główkami na skwarze słonecznym, gdy matki siedziały pod drzewami z koszami jaj i masła. Monsignor Montanelli wyszedłszy pozdrowić włościan został od razu otoczony wrzaskliwą gromadą dzieci trzymających dlań w pogotowiu ogromne pęki irysów, szkarłatnych makówki wonnych białych narcyzów, zerwanych na zboczu gór. Wieśniacy tolerowali to jego namiętne rozmiłowanie się w polnych kwiatach jako jeden z drobnych kaprysów, które miewają ludzie bardzo mądrzy. Gdyby ktoś mniej kochany i wielbiony napełniał sobie dom wszelkiego rodzaju ziołami i trawskiem, byliby go wyśmiewali, ale "świętemu kardynałowi" wybaczano takie zachcianki. - I cóż, Maruccio? - odezwał się do jednego z dzieciaków, gładząc go po głowie. - Wyrosłeś, odkąd cię nie widziałem. A jakże tam z reumatyzmem babki? - Lepiej jej teraz, eminencjo, ale mama znów chora.. Czy też wadliwe ich łączenie. Niektóre z tych objawów mogą jednakże być również wynikiem zaniedbania wychowawczego dziecka. Szcze-gólnie dotyczy to dzieci leworęcznych, których nie uczy się właściwej techniki pisania lewą ręką.. Zapomniały wprawdzie dodać, że kolej ta była dopiero projektowaną. Także bardziej bezsensowną. Nie chodzi przecież o dobrą notę w.